Saturday, March 1, 2008

Chwila wspomnień...

Tak sobie siedze w domku i rzeźbię prezentację dla Malezji. Za oknem ponoć huragan, z glośników napiera Pink Floyd... Beaty nie ma wiec moge pokręcić tą dużą gałką w prawo ... I tak pamietam jak drzewiej z moim Tatem siedzieliśmy i słuchaliśmy muzyki... Nie, żeby z namaszczeniem jakimś czy coś, ale po prostu świadomie siedzieliśmy i słuchaliśmy (często po ciemku, wpatrując się w diodki i lampki naszego hifi). Teraz mam na półeczce schowane między innymi płytami kilkanaście pozycji mocno już nadszarpniętych zębem czasu (i mówię tu oczywiście o materiale, nie o nośniku - teraz mamy już reedycje chyba wszystkiego na jakichś SACD i innych cudach wiankach), które to płyty nie tylko pozwalają się rozkoszowac materiałem na nich zawartym ale przywołują wspomnienia dzieciństwa, kiedy to bezpieczny pod ojcowskim parasolem odpływałem w pół-ekstatyczny niebyt tulony różnymi perełkami wybieranymi przez Niego. Taty już nie ma, ale gdy tak słucham czegoś fajnego to mam wrażenie, że ciąle siedzi obok i że razem tak trwamy...
Czy ktoś jest jeszcze w stanie coś takiego zrozumieć? Że muzyka to więcej niż tylko dźwięki? Dzisiaj jak pytam kolegi Ile masz płyt? to odpowiadają w gigabajtach ;-( Do tego tak rzadko mam czas na to by właśnie słuchać (Internet kusi). Takie to bardzo buddyjskie jest - być w 100% tu i teraz... Czasem jak wracam po treningu jestem bardzo zmęczony, ale jednocześnie nakręcony na tyle, że przez godzine - dwie nie moge zasnąć... Wtedy wymykam się z sypialni i puszczam cichutko jakies Tangerine Dream czy jakąś PJ Harvey...
Pozostaje mi życzyć Wam wielu godzin odsłuchów*, potwornie ciężkiego wzmacniacza** i ciszy za oknem***...



* A fajnych płyt jest coraz mniej... Kiedyś potrafiłem kupić w sklepie kilkanaście pozycji na raz. Teraz każda nowa kupiona płyta jest jak ostatni jednorożec... Czy to moje gusta tak wysublimowały (a może: zdziwaczały) czy też jednak to signum temporis?

** A tak, zostałem skażony audiofilizmem... Mój wzmacniacz waży kilkanaście chyba kilo i jest mięsisty. W pokoju odsłuchowym mam skosy i zastanawiam sie nad ustrojami rozpraszającymi.

*** Bo nie poziom natężenia się liczy a jakość odwzorowania (życzę jak najlepszego źródła) i dynamika...