Monday, July 30, 2007

Wydaje się, że kitesurfing to coś, z czym będę miał dłuższą przygodę ;-)

Tuesday, July 24, 2007

Flauta

Siedzimy w Chałupach i czekamy na wiatr. Latawce stygną...

Friday, July 20, 2007

RPA? Nie, dziękuję...

Z racji różnych moich funkcji które pełnię u Germańskich Oprawców (a.k.a. Siemens ;-) muszę co jakiś czas jeździć po różnych dziwnych krajach. I ostatnio ( w zeszłym tygodniu) rzuciło mnie na 4 dni do RPA. 4 dni to trochę mało ale miałem na dzieję chociaż parę fajnych fotek porobić - oczywiście przed wyjazdem przygotowałem sie porządnie i sprawdziłem co warto zobaczyć w okolicach hotelu...
Pierwszym szokiem były płoty. A raczej ogrodzenia - każda posesja otoczona jest 3m murem na którym jest albo drut kolczasty (a raczej nie kolczasty tylko coś co po naszemu nazywa się razor wire) albo druty pod napięciem. I do tego ogromne tablice głoszące, że najpierw strzela się tu do intruzów a potem ewentualnie zadaje pytania. Tak wiec przejazd z lotniska do hotelu już przypomniał mi sceny z Mad Max'a. Do tego należy dodać ogromnych czarnuchów robiących grilla na ulicach, palących ogniska w koszach na śmieci itd.
Ale dojechałem bez problemów do hotelu i chciałem się udać do z góry wybranego centrum Sandton. Idę więc do pani w recepcji z zapytaniem jak się dostać tu i ówdzie, na co miła pani mówi tak i siak, ale trzeba tam jechać samochodem. A ja na to - ależ to tylko 2 km, ja się chętnie przejdę. A ona - ale tam trzeba jechać samochodem. Spojrzałem na nią z ukosa, bo chyba się nie zrozumieliśmy - JA SIĘ CHĘTNIE PRZEJDĘ. A ona - ale no wiesz, możesz nie wrócić...
Potem pytałem w pracy kolegów czy faktycznie jest tak niebezpiecznie, no i niestety potwierdzili...
Tak więc w Johannesburgu biali żyją tylko w enklawach, przemieszczając się chyłkiem z pracy do domu i do wielkich centrów handlowych, biali po ulicy nie chodzą...
Tak więc mimo szczerych chęci nie zobaczyłem za wiele... I nie jest to miejsce w którym chciałbym mieszkać.

Thursday, July 19, 2007

Myśle więc jestem.... myśliwym?

Jak wspomniał Pingwin - nie ma sensu utrzymywanie (no, raczej posiadanie) bloga jeżeli sie w nim nie bloguje... Tak wiec po chwili ciszy, jak już minął szok w który wpadłem po założeniu rzeczonego, mam zamiar jednak ciągnąć i rozwijać ten aspekt mojej wirtualnej osobowości. Oczywiście najlepiej byłoby gdybym podążając śladami Mistrza stworzył totalnie wirtualną postać z zupełnie nowym adresem email, stroną myspace itd. Oczywiście wtedy musiałbym sie logowac tam przez kilka serwerów pośrednich, najlepiej z jakiejś kafejki internetowej gdzieś pod Rzeszowem przebrany za ortodoksyjnego żyda czy za strażaka... Tak, żeby nie zwracać na siebie uwagi i żeby nie pozostawić śladu.... Ale chyba mi się nie chce - za stary jestem, no i te codzienne wyjazdy pod Rzeszów trochę zniechęcają....
Ale mam pytanie - kto się chowa pod kartą Mistrz? No kto zgadnie?

Thursday, July 12, 2007

Na początku był chaos...

...i tak dalej o tym jak to Bóg stworzył mężczyznę, i był porządek, a potem Bóg stworzył kobietę i, wiadomo, znowu był chaos ;-)

A tak naprawdę to nie wiem po co mi ten blog. Chyba żeby iść z duchem czasu, skoro nawet Kubuś bloga założył... Nie wiem czy coś się będzie tu działo, potrafię by bardzo dynamiczny jak i bardzo leniwy... Nawet nie wiem czy będzie on dalej prowadzony po naszemu czy po angielsku... Czas pokaże.